Zalecana rozdzielczość 1024x768
Jesteś    gościem na naszej stronie
Aktualizacja: 06.08.2010





Wprowadzenie


KONTAKT Z NAMI
ŚREDNIOWIECZNY ZAMEK W CHRZELICACH


Zakony rycerskie

hrzelicki zamek jest jednym z nielicznych już historycznych śladów, dowodzących, że wieś ma swoje korzenie w odległych wczesnośredniowiecznych czasach. Zamek zbudowany został na małym i suchym gruncie wśród podmokłych i bagnistych terenów prawdopodobnie na przełomie XII i XIII wieku przez rycerzy zakonu Joannitów (zakon rycerzy szpitalników założony w czasie pierwszej krucjaty w 1099 roku). Najprawdopodobniej wykorzystali oni miejsce po starym grodzie, z przełomu VIII/IX wieku. Wg starych przekazów mieli go zbudować z pomocą włoskich architektów. Gród ten usytuowany od początków swego istnienia między dużym stawem na zachodzie a strumieniem i moczarami na wschodzie był zapewne później, w połowie XII wieku częścią linii obronnej złożonej z kilku warowni, leżących na szlaku handlowym z południowego-wschodu na północny-zachód (m.in. późniejsza Moszna, Ogiernicze, Chrzelice, Grodzisko, Pogórze, Przechód) w kierunku Niemodlina, krzyżującym się ze szlakiem handlowym w kierunku Moraw. Były to początki powstania księstwa opolskiego (często nazywanego też opolsko-raciborskim), którego pierwszym władcą przez krótki okres był najstarszy syn Bolesława Wysokiego (?-1201), Jarosław (?-1201), książę nyski i biskup wrocławski. Wspomniana linia obronna była zapewne pozostałością strategicznej działalności, Bolesława I Chrobrego (967-1025), syna pierwszego władcy Śląska Mieszka I (?-992) próbującego chronić nową dzielnicę przed najazdami czeskich władców, chcących nad nią panować. Joannici, którzy na Dolnym Śląsku mieli najwięcej komandorii i szpitali, cieszyli się dużym poparciem przebywającego w Raciborzu, księcia opolskiego Mieszka II Otyłego (ok. 1219 -1246), syna Kazimierza I. Książę ten, będący m.in. kawalerem dewocyjnym tego zakonu nadał mu wiele przywilejów i dóbr, m.in w maju 1241 roku wydał dokument w którym to nadaje im na własność kilka miejscowości na Górnym Śląsku. Jest to wieś Rzepce, leżącą niedaleko Głogówka oraz Cisek, Maków i wieś Błotnica w kasztelanii Strzeleckiej. Natomiast Mikołaj z Wróblina sprzedał im młyn w Łosiowie. W 1285 roku zwierzchnikiem komandorii w Łosiowie był Tylman, a w 1297 roku zastępcą mistrza joannitów w Polsce był komandor Ulryk Szwab z Łosiowa. Główna komturia tego zakonu mieściła się w Solcu, gdzie joannici pojawili się już w 1256 roku, do czego przyczynił się rycerz Henryk de Puchhaim przyznając im grunty w Solcu i Gostomii. W połowie XIV wieku jej komturem był Marchold, któremu Aleksy z Gostomii w obecności Bolka I, księcia niemodlińskiego przekazał prawo patronatu wraz z łanami, ogrodami i dziesięciną. Trzeba tu wspomnieć o darowiźnie Bolesława Opolskiego na rzecz komandorii w Solcu, która to pozwoliła im na pobieranie dziesięciny z takich wsi jak: Łącznik, Ogiernicze, Olbrachcice i Pogórze. Brakuje nadal dokumentów potwierdzających niezaprzeczalny udział chrzelickiej twierdzy jak i kościoła w Łączniku w poczynaniach rycerzy zakonnych na naszym terenie na przełomie XIII i XIV wieku. W drugiej połowie XIII wieku wygląd jak i funkcja chrzelickiego zamku zostają poddane dosyć gruntownym przemianom, na co prawdopodobnie duży wpływ mieli rycerze zakonu templariuszy (zakon rycerzy zwanych templariuszami od łacińskiej nazwy Templun - świątynia, powołanych w 1118 r do ochrony pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej). Przypuszczalnie na podstawie ich wskazówek gród został wzmocniony i lepiej przysposobiony do obrony m.in. poprzez wybudowanie potężnej, okrągłej wieży (donjon) otoczonej jeszcze potężniejszymi murami. Rozbudowa ta miała miejsce w połowie XIII wieku i została prawdopodobnie spowodowana tragicznymi wydarzeniami związanymi z najazdami mongolskimi w latach 1241 oraz 1259/60. W fundamentach owej wieży, ukrytych przez ostatnie kilka wieków pod posadzką zamkowej sieni krył się niezbyt głęboki loszek , odkryty dopiero w lutym 2000 roku. Dokonane pomiary wykazały, iż jego wewnętrzna szerokość wynosi "zaledwie" 3 m, chociaż według niektórych autorów miała dochodzić nawet do 6 metrów. Brakuje natomiast informacji na temat jej głębokości, która obecnie wynosiła niewiele ponad 3 m, gdyż jego dno zalegały zwały gruzu. Fala wojsk tatarskich przelała się przez ziemię księstwa opolskiego co najmniej dwukrotnie, raz, gdy po spustoszeniu okolic Raciborza kilka oddziałów wojsk mongolskich poprzez Niemodlin dotarło aż do Nysy, drugi, gdy ich wojska spod Legnicy kierowały się w kierunku Opawy w Czechach. W obu tych przypadkach najeźdźca palił i niszczył okoliczne osady oraz mordował ich mieszkańców. Prawdopodobnie w okresie rozbudowy i umacniania chrzelickiego zamku zbudowany został pod nim tunel, wg legendy łączący się z zamkiem w Mosznej i na Grodzisku. I rzeczywiście, starsi mieszkańcy Chrzelic potwierdzają te pogłoski. Po zakończeniu działań wojennych II wojny światowej (okres 1950-60) kilku z nich (w tym kobiety) próbowali zapuszczać się w głąb tego tunelu. Wszyscy oni zgodnie twierdzą, że szli kilkadziesiąt metrów w głąb pod znacznym nachyleniem wysokim na ok. 3 m tunelem, aż do momentu, gdy zaczynały gasnąć świeczki. Kilka lat później otwór ten zamurowano. Znajdował się on w zasypanej obecnie piwnicy południowo-zachodniego skrzydła zamku. Pomiędzy zamkiem w Chrzelicach a starym grodziskiem na terenie Wielkiego Stawu, widoczny jest ślad omijający koryto rzeczki (najlepiej widać go wczesną wiosną z lotu samolotu) wskazujący na istnienie jakiejś podziemnej budowli. Idąc obecnie tym śladem można w jednym miejscu odnaleźć dziwne zapadnięcie się terenu. Także w zamku w Mosznej znajduje się zamurowane wejście do lochu, o którym mówią pracujący tam kiedyś mieszkańcy Chrzelic. Być może tunel ten biegł w kierunku starego grodziska, odkrytego na początku XX wieku w pobliskich ogrodach pałacowych, stamtąd do następnego grodziska na terenie zwanym Grumno Wießa (łąka drugiego pokosu) a z niego dopiero do zamku w Chrzelicach. Możliwe też, że tunele te wychodziły tylko poza teren zamków a ich wyloty starannie ukryte i zamaskowane pozwalały załodze i mieszkańcom wyjść cało z niejednej opresji, np. z oblężenia. Jeżeli w owych czasach budowa takiego tunelu była uzasadniona z racji funkcji obronnych, to specjalistyczna wiedza sprowadzonych specjalistów przez urzędujących tu rycerzy joannitów czy też templariuszy była na pewno w tym przedsięwzięciu wielce pomocna. Jeżeli już mowa o tych ostatnich, to chciałbym przypomnieć, że rycerze ci są bohaterami kilku legend związanych z naszym regionem, przedstawiających ich jako budowniczych niektórych miast, np. Prudnika, czy zamków np. w Chrzelicach, Prężynie, Rogowie, Krapkowicach bądź w Mosznej a nawet kościołów, jak Kałkowie k. Nysy. Analogiczna informacja o tajemniczym tunelu dotyczy także zamku w Białej, którego wyjście znajdowało się w Prężynce (Prężynie?) Większość historyków uważa te historie za romantyczne powieści lub bajki wyssane z palca, ale fakt przebywania rycerzy tego zakonu na ziemiach polskich jest niezaprzeczalny. Pierwsza ich placówka na Śląsku mieściła się w Oleśnicy Małej pod Oławą, którą to miejscowość podarował im w 1227 r książę dolnośląski Henryk I Brodaty (ok. 1165-1238). Placówka ta szybko rozrosła się do rangi komandorii, ale pomimo tego nie stała się ośrodkiem większej ekspansji, a rycerze nie odegrali większej roli w walkach i bitwach na naszych ziemiach, nie licząc ich skromnego udziału w bitwie pod Legnicą w 1241 r. Przyczyną tego stanu rzeczy był fakt, że liczba rycerzy tego zakonu nie przekroczyła ogółem w Polsce stu osób. Informacja o templariuszach w Chrzelicach została przekazana w średniowiecznej księdze, w której napisano, że w 1306 roku Chrzelice były jeszcze w posiadaniu Templariuszy. Po nich lennikami miała zostać rodzina hrabiowska Proskowskich. Tu można zadać pytanie - czy ta niepotwierdzona informacja dotyczyła zamku czy całego majątku chrzelickiego oraz czy zapis dotyczył zakonu templariuszy czy joannitów. Przedstawione tu przypuszczenia historyczne mają w swojej części cechy zdarzeń prawdopodobnych, ale proszę pamiętać, że możliwa jest taka interpretacja faktów i wydarzeń i możemy tak przypuszczać, dopóki nie znajdzie się dowodów na to, że jest inaczej. Na przestrzeni ostatnich dwóch wieków zostało wydanych wiele publikacji próbujących wyjaśnić nie tylko historię Zakonu ale i jego skrywane ponoć tajemnice. Do chwili obecnej nie udało sie odpowiedzieć na wiele pytań, także na te dotyczące pobytu rycerzy tego zakonu na Śląsku a konkretnie na ziemi prudnickiej. Zdania są podzielone a tajemnica w dalszym ciągu czeka na odkrycie. Zdając sobie sprawę, jak wiele emocji wzbudza historia tego zakonu a zwłaszcza opowieści o ukrytych skarbach templariuszy, chciałbym aby krótka wzmianka o nich w tym opracowaniu była wyłącznie przyczynkiem do poznania historii tego regionu i roli jaką na tym terenie mógł odgrywać ponad siedem wieków temu zakon templariuszy. Nie powinno się także lekceważyć wszelkich legend i podań o templariuszach na Śląsku, gdyż mogą one być, jako materiał badawczy, nieocenionym źródłem informacji o nieznanych lub zapomnianych komandoriach i posiadłościach templariuszy, m.in. na ziemi prudnickiej. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że oba zakony, Templariuszy i Joannitów są takim "nie odkrytym skarbem" naszej ziemi, który wiele wieków temu przyczynił się do rozwoju tych ziem zarówno pod względem gospodarczym jak i duchowym.



Zamek w rękach Piastów

hrzelicki zamek to niemy świadek wielu różnych wydarzeń, w których uczestniczyli możni tej ziemi. Przykładem niech będzie podpisanie w jego kancelarii 12 lutego 1369 roku jednego z ostatnich dokumentów wystawionych przez Wacława, księcia niemodlińskiego (ok.1345-VI.1369) dla niejakiego Mirzama z Prószkowa lub też pobyt w tym zamku dnia 9 sierpnia 1380 roku księcia Henryka z Niemodlina (ok.1346-14.09.1382). Jego wizyta była spowodowana sprzedażą swojemu podwładnemu Peterowi Heidenreichowi, mieszczaninowi z Białej jedenastu mórg pola za 15 Marek praskich groszy. Chrzelicki zamek zostaje też wymieniony w dokumencie z 10 listopada 1383 roku, a kilka lat później, w roku 1388 wraz z majątkiem został własnością księcia Władysława Opolczyka (ok.1328-1401), który zarząd nad nim powierzył Jerzemu II z Prószkowa, staroście krajowemu księstwa niemodlińskiego (1393). W początkowym okresie najazdów husyckich (1428-1434) zamek doznał zniszczeń, a podległe mu osady zostały mocno wytrzebione. W 1437 roku po wielu perypetiach, sprzeczkach i roszczeniach pomiędzy poszczególnymi książętami, książę Bolesław V otrzymał od swego stryja Bernarda (1377-1460?), księcia niemodlińskiego i strzeleckiego połowę zamku w Chrzelicach ze wszystkimi przynależnymi dobrami. Zgodnie z testamentem z dnia 27 czerwca 1451 roku, jego druga żona Jadwiga, córka rycerza Henryka (Hińczy) Beessa z Kujaw, miała otrzymać dożywotnio zamki, ziemię i ludzi Niemodlina, Chrzelic, Białej, Ścinawy Małej i Krapkowic. I to właśnie na zamku w Chrzelicach we wspomnianym 1451 roku zabezpieczono wiano księżnej Jadwigi. Brak jest informacji o tym, co działo się na chrzelickim zamku w końcowych latach XV wieku. Niepotwierdzone przekazy mówią, że w tym okresie na zamku rządzili nieznani z imienia dwaj bracia rycerze, trudniący się łowiectwem, ale w wyniku kłopotów finansowych wraz z grupą kilkudziesięciu innych swoich towarzyszy zaczęli trudnić się rozbojem. Kres tym zbójeckim wyprawom dali dopiero na początku XVI wieku opolscy książęta z rodu Piastów, którzy jako zwycięzcy posiadali zamek do 1532 roku. W trakcie działań przeciwko zbójom wiele zamków i kryjówek rycerzy-rabusiów zostało doszczętnie zburzonych lub częściowo zniszczonych. Potyczki te jak i same zniszczenia nie ominęły także chrzelickiego zamku. Zburzona została prawie do wysokości murów obronnych okrągła wieża tzw. donżon, ostatni bastion obrony zbójników. Po tych krwawych wydarzeniach kończących raz na zawsze okres panowaniu rozbójników, podwładni księcia Jana dokonali nowych zmian w otoczeniu zamku jak i w samej warownej budowli. Wyremontowali m.in. otaczający zamek potężny mur, budynki wewnątrz nich oraz wolno stojącą wieżę - donżon. Ciekawy jest fakt, że nie odbudowali oni w całości okrągłej wieży (tylko do wysokości murów) a dobudowali drugą, ośmioboczną wieżę z osłoniętym chodnikiem strzelnicowym na narożniku północno-zachodnim, pokrytą namiotowym dachem. Wzmocnili i pogłębili także fosę otaczającą zamek. Chrzelicki zamek pomimo tylu zmian, znowu stał się w pełni sprawnym punktem obrony, tyle, że już nie zbójnickim.



Zamek w rękach różnych rodów

dy w 1532 roku zmarł książę Jan Dobry, wraz z nim wymarła opolska linia rodu Piastów, co spowodowało, że całe księstwo, a w tym i zamek Chrzelicki wraz z dobrami zajął król czeski Ferdynand I (1503-1564). Jednak po roku dobra te tytułem zastawu objął margrabia brandenburski Jerzy Hohenzollern, który na stanowisko starosty Chrzelic i właściciela zamku mianuje w 1538 roku Henryka von Pogrell z Pogorzeli (Heinrich Pogrell von Jägel). Pięć lat później, 28 czerwca 1543 roku margrabia oddaje w zastaw chrzelicki zamek staroście Johanowi II Posadowskiemu (? - 1551). Gdy w 1557 roku księstwo opolsko-raciborskie chrzelickie dobra wróciły we władanie cesarza Ferdynanda I Habsburga oraz jego następcy, cesarza Maksymiliana II, uczynili oni zamek chrzelicki w okresie 1557 - 1578 dobrem zastawnym dla szlachcica i starosty Wacława Posadowskiego (? - 1572), starszego syna Jana Posadowskiego II. Po śmierci Wacława w 1572 roku dzierżawę przejmuje jego młodszy brat Jan III Posadowski ( ? - 1582). W urbarzu (spis powinności obowiązujących poddanych wobec pana ) spisanym w października 1574 roku można m.in. znaleźć krótki opis zamku i przynależnego do niego terenu:

"...Położony jest na niskim, bagnistym miejscu, mimo że nie tylko z prawie dobrymi i ładnymi pokojami, posiada dość grube (mocne) mury obronne, fosy i bagna tak ukształtowane przez samą naturę, że można było urządzić go nie tylko ku ozdobie, ale także jako silną twierdzę. Do zamku należał bardzo stary browar, z którego piwo dostarczane było do karczem sześciu okolicznych wsiach należących do jaśnie państwa. Ponieważ część nich położona była przy drodze krajowej i piwo dobrze tam schodziło, to tygodniowo warzyło się go z około 8 korcy. Rocznie można więc było liczyć na 150 florenów dochodu. Na zamku pobierane było także cło. Od przewożonej soli, zboża, żelaza i tym podobnego towaru pobierało się od każdego konia 4 halerze. Natomiast od przewożonego wina, wełny, skór bydlęcych i podobnych płaciło się od każdego konia 1 grosz. Od bydła tędy pędzonego pobierało się 2 halerze od sztuki. Rocznie dochód z cła wynosił wtedy około 70 florenów. Przed zamkiem znajdowało się ładne i duże ogrodzone pastwisko. Tam trzymane było przez całe lato bydło i konie Posadowskiego. W pobliskim Łączniku znajdował się duży ogród należący do zamku, w którym uprawiało się różne warzywa i rzeczy potrzebne do sporządzania potraw. Część tego ogrodu zajmował chmielnik, z którego uzyskiwało się około 7 małdrytów (tj. 12 korców, czyli szefli) chmielu. Zysk z chmielu wynosił 8 flerenów. Poniżej zamku znajdował się młyn z dwoma kołami i jedną stępą. Przekazano go młynarzowi za roczną odpłatnością w wysokości 4 małderzy (małdryty) żyta i 4 świń. Folwark Chrzeliczer położony tuż za zamkiem i wyposażony w niezbędne budynki gospodarcze można obsiać o jednej porze 4 małdratami zboża, a także przez lato i zimę trzymać do 120 sztuk bydła i 20 kobył..."

Pod koniec 1578 roku zamek i chrzelickie dobra ponownie zostają oddane w dzierżawę Jerzemu IV Prószkowskiemu (1520-1584), a po jego śmierci 23 lutego 1584 roku w Pradze, stają się własnością jego następcy, starszego syna Jana Krzysztofa I Prószkowskiego (1568-1625). Krótko w I połowie XVI wieku zamkiem i majątkiem w Chrzelicach zarządzali wspólnie bracia Mikołaj i Wacław Oblankowscy. Przełom XVI i XVII stulecia to wzrost zainteresowania specjalistów od fortyfikacji chrzelickim zamkiem. Pierwszym był wrocławski inżynier Hans Schneider von Lindau, który już w 1594 r przyjął od biskupa zadanie opracowania planów umocnień Nysy. Na zamku w Chrzelicach działał na zlecenie wspomnianego Jana Krzysztofa Prószkowskiego, który uzyskał od Rady Miejskiej Wrocławia pozwolenie na zaledwie 14 dniowy pobyt tam architekta. Miał on w tym okresie przygotować pełny raport i plany nowego obwarowania zamku, lecz hrabia Prószkowski, wiedząc, że jest to zbyt mało czasu, aby dokonać całkowitej rozbudowy i wykończenia twierdzy Chrzelickiej, pisemnie prosił radę o dodatkowe pozwolenie na jego pobyt w Chrzelicach. Rada wydała takie zezwolenie, ale wskutek pewnych nieporozumień oraz z powodu koniecznych prac przy budowie twierdzy we Wrocławiu, wysłała do hrabiego dwa listy z datami 27 lipca i 3 sierpnia 1605 roku, w których cofa wydane wcześniej pozwolenie. W roku 1608 inny wrocławski inżynier Valentin von Säbisch (1577-1657) bardzo zainteresował się twierdzą w Chrzelicach. Säbisch pochodził z polskiej rodziny szlacheckiej, zniemczonej dopiero w XVI wieku. Był nie tylko znanym i cenionym architektem, ale także, co ciekawe, pionierem techniki rakietowej, pozostawiając po sobie wiele interesujących prac i rozwiązań konstrukcyjnych z tego zakresu. Wracając jednak do tematu, przypatrzmy się zachowanym rysunkom Säbischa z tego okresu, dzięki którym możemy zobaczyć ówczesny stan zamku jak i niezrealizowany projekt jego przebudowy w potężną twierdzę. Na jednym z nich widać potężne mury otoczone fosą, ośmioboczną więżę narożną oraz odbudowaną tylko do połowy swej wysokości okrągłą wieżę o potężnych i grubych murach. Niestety, wszelkie plany rozbudowy chrzelickiej twierdzy zostały wstrzymane z powodu wybuchu w maju 1618 roku wojny trzydziestoletniej, zakończonej w 1648 roku. Dopiero rok później zajęto się ponownie planami przebudowy chrzelickiego zamku. Jednakże z uwagi na sytuację, jaka panowała w księstwie pierwotna wersja przekształcenia zamku w twierdzę została odrzucona, a w jej miejsce przyjęto koncepcję utworzenia pałacu barokowego. Brak jest jak na razie dokumentów i informacji na temat przebudowy zamku w drugiej połowie XVII wieku. Jedynym takim dowodem, oprócz ikonografii z tego okresu jest kamień (odbojnica) przy bramie wjazdowej od strony północnej z wybitą na nim datą 1674, która najprawdopodobniej odnosi się do jednego z etapów przebudowy, w trakcie której resztki gotyckiej budowli wtopiono w nową, barokową bryłę. Ostatni etap przebudowy zakończył się pod koniec lat 90. XVII wieku. Już po przebudowie chrzelickiej twierdzy na barokowy pałac, czyli na przełomie XVII i XVIII wieku został zbudowany w chrzelickim lesie piękny, barokowy myśliwski pałacyk. Mimo że należał terytorialnie do majątku Chrzelice, przynależny był kościołowi w Ligocie Prószkowskiej. Posiadłość ta ówcześnie nazywana była Neugebau (nowe zabudowanie) a nazwę tę znajdujemy na mapach z początku XVIII wieku. Na przełomie XVIII i XIX wieku najbliżej leśnego pałacyku, gdzie ówcześni właściciele Chrzelic bardzo często urządzali polowania połączone z wystawnymi ucztami, położona była osada Hellerfleis, obecnie Dzików. Niestety, latem 1817 roku na zameczku wybuchł groźny pożar, który prawie doszczętnie strawił wszystkie zabudowania. Jakiś czas później w miejscu spalonych zabudowań zostały zbudowane nowe domki myśliwskie zwane Chrzelitzer Jägerhaus I i II (Leśniczówka Chrzelicka). Wróćmy jednak do chrzelickiego pałacu, gdzie od początku XVIII wieku w jego nowych wnętrzach jak dawniej załatwiano m.in. wiele drobnych spraw, np. kupno sklepiku wraz z wyposażeniem za 466 talarów przez burmistrza i poborcę celnego z Białej, Jakuba Marquissa. Sprzedającym był Henryk Thill, kanonik i proboszcz w Śmiczu. Transakcja odbyła się 20 maja 1743 roku w kancelarii pałacu.

Jeden z nielicznych, krótkich opisów zamku z połowy XVIII wieku można odnaleźć w urbarzu spisanym w 1758 roku przez dworskiego pisarza, Claude Salmona, gdzie czytamy... "Zamek położony jest na wzgórzu i otoczony głęboką fosą oraz zwodzonym mostem. Przy zamku znajdują się pańskie stajnie oraz słodownia, na zewnątrz zamku zaś murowana gorzelnia, dom gospodarczy, kuźnia zamkowa, ogród ozdobny, kwatery myśliwych i bednarzy, jeden młyn i naprzeciw stawu murowany dom strażnika stawu rybnego wraz z sadzawkami, a także należący do niego pański sad i chmielnik"...

Wszystkie zmiany, przebudowy i remonty chrzelickiego zamku miały miejsce w okresie, gdy na mocy prawa spadkowego sukcesorem dóbr prószkowskich, w tym i Chrzelic wraz z zamkiem została córka Jerzego Krzysztofa II Prószkowskiego (1629 - 1701), hrabina Karolina Maksymiliana (2.09.1674 - 9.09.1734), druga żona księcia Waltera Ksawera von Dietrichsteina (18.09.1664 - 3.11.1738). Kiedy ta linia rodu Prószkowskich wymarła w linii męskiej wskutek nagłej śmierci hrabiego Leopolda (1725 - 1769), spowodowanej tragicznym finałem pojedynku z hrabią Zedlitz w dniu 10 maja 1769 roku we Wrocławiu, według zarządzeń majoratu z 1696 r dobra te przypadły dla syna księcia Waltera i hrabiny Karoliny Dietrichstein, hrabiego Karola Maksymiliana von Dietrichsteina (27.04.1702 - 14.10.1784). Dnia 24 listopada 1783 roku Król Fryderyk II Hohenzollern odkupił dobra prószkowskie i chrzelickie od syna Maksymiliana, Karola Jana Dietrichsteina ( 1728-1808), połączył we wspólną domenę i wcielił w dobra królewskie. Dwa lata później Fryderyk przekazał administrowanie swoim majątkiem Chrzelice i Prószków królewskiemu urzędnikowi, którym był w tym okresie radca Jan Bogumił Leopold (1738-1816). W 1794 roku majątek Prószków i Chrzelice został podzielony pomiędzy dwóch urzędników i oddany w czasową dzierżawę, a Chrzelice wraz z zamkiem przypadły na okres lat 1794 - 1815 jego synowi, Johanowi Gotliebowi Leopoldowi juniorowi (1768-1824). Najstarsza z sióstr Johana Gotlieba juniora wyszła za mąż za królewskiego nadleśniczego Wilhelma Henryka Hellera (1754 - 1818). Z tego małżeństwa urodziło się dwanaścioro dzieci. Jednym z nich był syn Gottlieb Eduard Heller, urodzony w 1789 roku, przyszły zarządca całego majątku Chrzelice, który został formalnie mu przekazany w 1816 roku. Od tego momentu urząd naczelnika i cały majątek był nieprzerwanie przez następne 104 lata w rękach rodziny Hellerów. Przez ten okres sześciu członków tej rodziny pełniło tam na przemian funkcję Królewskiego Wyższego Urzędnika lub Naczelnika. Byli to: Gotlieb Eduard (1789-1867), Aleksander (1828-1878), Eduard (1831-1888), Isadore (1821-1911), Alfred (1859-1915) oraz Feliks (1855-1932). Młody naczelnik Gotlieb Heller mający duże środki pieniężne do końca lat 30-tych XIX wieku zakończył główną przebudowę i remont chrzelickiego zamku, który w latach 1794-1815 mocno podupadł. Naczelnik Gotlieb Heller kazał rozebrać grożące zawaleniem południowe skrzydło zamku z małą wieżą pośrodku, a materiał z rozbiórki posłużył na osuszenie otaczających zamek bagien. Następnie sprowadził z Wrocławia mistrza sztuki ogrodniczej, niejakiego Juliusa Monhaupt`a, który utworzył wokół zamku bardzo ładny park. Zostały sprowadzone także rzadkie okazy drzew i krzewów. W trakcie tych prac otoczono opieką stojące od strony zachodniej poza fosą trzy dość duże ale już usychające cedry, posadzone tu pod koniec XIII wieku przez rezydujących na zamku templariuszy. Pomimo zabiegów pielęgnacyjnych ponad sześciuset letnie cedry obumarły całkowicie i pod koniec XIX wieku zostały usunięte ze względów bezpieczeństwa, jak i zapewne estetycznych. Wiele innych okazów kilkudziesięcioletnich drzew (klony) zostało wkomponowanych w nowy park. Ostatnie z nich obumarły w latach 90-tych XX wieku. W całkowicie wyremontowanym i odnowionym już zamku, w jednej z sal na parterze pod koniec 1844 roku Gotlieb Eduard zaczyna urządzać kaplicę ewangelicką. Inicjatorem tego przedsięwzięcia był Karol Maurycy Hirsch, ewangelicki pastor, a od 1840 roku proboszcz gminy prószkowskiej. Pierwsze nabożeństwo w nowej kaplicy zostało odprawione w niedzielę 20 kwietnia 1845 roku. Ostatnim dzierżawcą zamku był Feliks Heller, wnuk Gotlieba, który w kwietniu 1915 roku po śmierci brata Alfreda ponownie przyjął tytuł naczelnika i zarządzanie nad chrzelickim majątkiem. Jednak w 1920 roku z powodów zdrowotnych zrzekł się całkowicie dzierżawy majątku zostając jednak nadal mieszkańcem zamku. Naczelnik Feliks Heller, który pozostał kawalerem, do końca swoich dni sprawował opiekę na chrzelickim zamkiem i parkiem, mieszkając w jednym z salonów na I piętrze zamku. Jego zastępcą został Aleksander Seidel, wyższy urzędnik kameralny będący zarazem nowym naczelnikiem urzędu, który zamieszkał wraz z rodziną na zamku. Jego córka Hilda, później po mężu von Kalckreuth, jako młoda dziewczyna przez dziesięć lat mieszkała w chrzelickim zamku. Będąc przy Feliksie Hellerze przez ostatnie lata jego życia, mocno się z nim zaprzyjaźniła. On zaś opowiadał jej wiele szczegółów z historii zamku i okolic. Były naczelnik majątku i gospodarz zamku, Felik Heller umiera 17 grudnia 1932 roku w Chrzelicach.



Powojenne dzieje zamku

owojenna historia zamku w Chrzelicach rozpoczyna się na przełomie 1945/46 roku, kiedy to na mocy formalnie obowiązujących przepisów (obowiązywały w okresie 1944-1949) obszar parku wraz z dobrze zachowanym zamkiem stał się częścią gospodarstwa leśnego w Prudniku. Nie zagłębiając się historię zamku w okresie wojennym, wspomnę tylko, że do 1943 roku na zamku działało przedszkole, od 1943 roku urzędował w nim sztab wojsk niemieckich, na przełomie zaś lat 1944/45 w części zamku mieścił się wojskowy szpitalik (lazaret). Pod koniec działań wojennych, od końca marca do początku maja 1945 roku na zamku jak i w pobliskiej gospodzie u Josefa Schegi urzędował sztab łączności wojsk radzieckich. Z pobytem żołnierzy obu armii związana jest pewna tajemnica, do dzisiaj nie wyjaśniona. Otóż prawdopodobnie jeszcze w 1944 roku pod osłoną nocy na dziedziniec zamku podjechały dwa lub trzy wozy ciężarowe armii niemieckiej. Przywiozły tu kilkanaście zamkniętych skrzyń w których została zdeponowana nieznana liczba obrazów z Narodowego Muzeum w Berlinie. Były one przywiezione do Chrzelic z uwagi na to, że zamek figurował na tzw. liście Grundmana (G. Grundmann - niemiecki konserwator zabytków). Niemcy sądzili, że na tym terenie zdeponowane skrzynie będą bezpieczne. Nic nie wiadomo by zostały one później wywiezione pod koniec działań wojennych przez armię niemiecką. Być może były już załadowane na samochody wojskowe w trakcie ewakuacji, lecz wtedy na pewno utknęły w blokadzie na drodze pomiędzy Chrzelicami a Łącznikiem, w momencie opanowania całego terenu przez żołnierzy radzieckich. Faktem jest, że w momencie opuszczenia przez naszych "sojuszników" zamku zdeponowane tam skrzynie zniknęły. Od 1946 roku do końca lat 60-tych XX w. zamek zamieszkiwało kilkanaście rodzin, m.in. Kolek, Kwiotek, Ociepka, Wien. Jedną z ostatnich wykwaterowanych mieszkanek zamku była wspomniana już Julia Daniel (1884-1985) pełniąca tam od początku 1912 roku funkcję służącej i kucharki. Zamek opuściła tylko na krótko w czasie wojny. Dopiero w 1975 roku przekwaterowano ją wraz z bratem Karolem do malutkiego domku w wiosce, gdzie zmarła mając 101 lat. Urzędowa historia chrzelickiego zamku rozpoczyna się w sobotę 18 maja 1957 roku, kiedy to na jego dziedzińcu zebrała się kilkunastoosobowa komisja. Kilkugodzinna wizja lokalna, której celem był dokładny przegląd stanu zamku i dokonanie ustaleń, co zrobić z zabytkowym obiektem zaowocowała zaledwie jednostronicowym, ręcznie napisanym raportem. Dopiero trzynaście miesięcy później, 30 lipca 1958 roku została podpisana umowa o wykonanie dokumentacji projektowo-kosztorysowej dla zamku w Chrzelicach pomiędzy Centralnym Zarządem Muzeów i Ochrony Zabytków w Warszawie, a Pracownią Konserwacji Zabytków - Biurem Projektowym z siedzibą w Warszawie. 20 lutego 1959 roku Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu - Wydział Zabytków, przesyła do Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w Łączniku akt rejestracyjny o uznaniu zamku w Chrzelicach za zabytek kl. I. Od tego momentu rozpoczyna się prawie dwuletnia walka na pisma. Można w nich przeczytać, że uzgadniano nowe terminy i unieważniano poprzednie, poprawiano dane o zamku, m.in. kubaturę i przeznaczenie. Zlecano dodatkowe badania, m.in. fizjograficzne (badania warunków danego obszaru na podstawie analizy budowy geologicznej, rzeźby terenu, stosunków wodnych, klimatu, gleby, roślinności i świata zwierzęcego) czy też przesyłano do uzgodnienia i akceptacji kolejne kosztorysy oraz wytyczne programowe jak i porozumienia dodatkowe. Nie podpisanie wyżej wzmiankowanych porozumień spowodowało, że 15.11.1960 Pracownia Konserwacji Zabytków w Warszawie całkowicie przerwała prace nad opracowaniem dokumentacji chrzelickiego zamku. W przesłanym z tą datą piśmie do Konserwatora Wojewódzkiego w Opolu informuje także, że dalsze prace mogą być kontynuowane dopiero w 1961 roku. Muszę tu jednak dodać, że warszawska pracownia już w marcu 1960 wykonała pełne szkice koncepcyjne zagospodarowania zamku. Widać na nich naprawdę ciekawe propozycje. Na parterze w prawym skrzydle przewidziano stołówkę, w tym kuchnię, spiżarkę, jadalnię, bufet, szatnię i biuro kierownika stołówki. Natomiast w lewym mieścić się miała tzw. część kulturalno-oświatowa będąca w gestii Samopomocy Chłopskiej i Kółka Rolniczego - sala odczytowa, kabina projekcyjna, czytelnia fachowa, sala konferencyjna, kancelaria, składzik i kasa. Pierwsze piętro przeznaczono dla dorosłych - biuro GRN, świetlica i czytelnia dla dorosłych, trzy mieszkania (w tym dwie kawalerki) oraz duży hol. Drugie piętro dla odmiany poznaczono dla młodego pokolenia. Tu miało znaleźć się miejsce dla takich organizacji jak ZMS i ZHP. Dla młodzieży także świetlica i czytelnia oraz wyjątkowo obszerna sala muzyczna o powierzchni 180 m2. Tu też swoje biuro miał mieć administrator obiektu. Dla pełnego obrazu dodam, że w podziemiach zamku miały znaleźć się: piwnica gospodarcza, składzik oraz kotłownia z hydroforem. Jak więc widać, przystąpiono z wielkim rozmachem do tworzenia planów na papierze. W tym samym roku (1960) na zamku zjawiła się ekipa naukowa PZK z Wrocławia, której przewodniczył mgr Jerzy Rozpędowski (obecnie prof. dr hab. inż. arch.), by dokonać inwentaryzacji i przeglądu zamku. Została wtedy opracowana pierwsza powojenna dokumentacja oraz studium historyczne zabytkowej budowli gdzie podano proste sposoby i rozwiązania zabezpieczenia obiektu będącego jeszcze w dobrym stanie. Tymczasem usilnie starano się nad pozyskaniem dla obiektu nowego gospodarza. W marcu 1960 roku Prezydium GRN w Łączniku przesłało do Wydziału Kultury i Sztuki przy Prezydium PRN w Prudniku opinię-notatkę o remoncie zamku w Chrzelicach i przeznaczeniu go na obiekt społeczno-kulturalny. Według PGRN w zamku powinny się znaleźć dla nich pomieszczenia biurowe (nowa siedziba), świetlica gromadzka, biblioteka oraz mieszkania dla pracowników kultury. W tym samym okresie o zamek czynił starania Wydział Zdrowia PWRN w Opolu z przeznaczeniem obiektu na lecznicę. Zainteresowanie zamkiem przejawiała także Poradnia Przeciwalkoholowa, chcąc uczynić z zabytkowego obiektu zakład dla odwykowego leczenia alkoholików. Pomysł ten poparł Wojewódzki Konserwator Zabytków argumentując to tym, że Nadleśnictwo w Chrzelicach kilkakrotnie występowało z prośbą o przekazanie tego obiektu innemu resortowi, gdyż samo nie korzystało z tego obiektu i w planach swoich nie przewidywało jego odbudowy czy też konserwacji. Zamierzenie to nie doczekało się jednak realizacji, gdyż Wojewódzki Wydział Zdrowia 9.05.1960 roku zrzekł się użytkowania zamku w Chrzelicach. Z uwagi na zaawansowanie prac projektowych otrzymana decyzja Wydziału Zdrowia skomplikowała ich dalszy tok, gdyż zgodnie z pierwotnym stanowiskiem tej instytucji w opracowaniu tym było umieszczenie m.in. lecznicy. W związku z zaistniałą sytuacją Sekretarz Gromadzki PGRN w Łączniku, na początku czerwca zawiadamia Wojewódzkiego Konserwatora w Opolu, że nadal uważa za właściwe umieszczenie w zamku ośrodka zdrowia, łącznie z gabinetami, izbą porodową oraz mieszkaniami personelu służby zdrowia. Jednak w przypadku trudności proponuje zaadoptować zamek w związku z trudnościami lokalowymi na mieszkania. Jednocześnie zastrzega jednak, że w najbliższym planie 5-letnim nie przewiduje żadnych kwot na realizację w/w zamierzeń. Ostatecznie zamysły utworzenia w obiekcie instytucji związanej z lecznictwem spełzły na niczym po przeprowadzeniu 24.02.1961 roku oględzin zamku przez zespół pracowników Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej PWRN w Opolu. Ich negatywna opinia stwierdza, że zamku w Chrzelicach nie można wykorzystać na potrzeby lecznictwa zamkniętego, jak i na zakładową pomoc społeczną. Gdy definitywnie upadł projekt utworzenia lecznicy w zamku w sierpniu 1961 roku ponownie rozpoczynają się dyskusje na temat remontu zabytku. 9 sierpnia w Opolu odbywa się posiedzenie Komisji Oceny Projektów Inwestycyjnych przy WKPG w sprawie założeń odbudowy i adaptacji zamku w Chrzelicach, a dwa tygodnie później przygotowana zostały już kolejne ustalenia użytkowe obiektu z realizacją w latach 1962-63. Wg tych założeń w zamku miała znaleźć się siedziba PGRN (63 m kw), przedszkole jedno-oddziałowe (157 m kw), gabinet dentystyczny (20 m kw), świetlica (314 m kw) wraz z kabiną projekcyjną oraz mieszkania (1330 m2). Bardzo szybko wykonano potrzebną dokumentację, kosztorysy, plany, jednak ponownie zostały one tylko w papierowych wizjach. Pozostając chwilę przy koncepcji przedszkola dodam, że zaplanowano dla jego potrzeb na terenie wokół zamku plac i podwórze gospodarcze, plac do zabaw i gier zespołowych, plac z przyrządami sportowo-zabawowymi, kilka piaskownic, górkę saneczkową, natryski i brodzik zewnętrzny oraz alejki i ścieżki. W związku z brakiem podjęcia konkretnych decyzji zaległa kilkumiesięczna cisza w sprawie chrzelickiego zamku. Dopiero Wojewódzki Konserwator w Opolu pismem z dnia 17.05.1963 roku zwraca się z prośbą do Wydziału Budownictwa, Urbanistyki i Architektury PGRN w Prudniku ostateczne uregulowanie spraw własnościowych zamku w Chrzelicach. Brak takowych uregulowań skutecznie blokował wszelkie starania Konserwatora o zabezpieczenie obiektu i prowadzenie niezbędnych prac konserwatorskich. Prudnicki Wydział po sprawdzeniu dokumentacji dopiero w sierpniu skierował pismo do Nadleśnictwa Państwowego w Chrzelicach (zarządcy zamku) z poleceniem natychmiastowego przystąpienia do remontu zabytkowego obiektu pod groźbą kary. Pismo to spowodowało nową lawinę korespondencji pomiędzy zainteresowanymi instytucjami. Tymczasem w listopadzie 1963 roku w Wydziale Zabytków w Opolu zostaje założona karta obiektu, zawierająca podstawowe informacje o chrzelickim zamku. Nie przejmujący się zbytnio tematem chrzelickiego zamku Zarząd Lasów Państwowych w Opolu dopiero 5.06.1964 roku informuje m.in. Wojewódzkiego Konserwatora, WZGKiM w Opolu, Powiatową Komisję Planowania Gospodarczego i Architekta Powiatowego w Prudniku pismem o pewnych nieścisłościach związanych z zagospodarowaniem "obiektu" w Chrzelicach. 16 marca 1966 roku PGRN w Prudniku wysyła pismo do PWRN- WKPG w Opolu w którym m.in. czytamy, że nadal nie została załatwiona sprawa ustalenia właściciela obiektu oraz ewentualnego przekazania go na rzecz dotychczasowego użytkownika, tj. PGRN w Łączniku. Ponadto PGRN w Prudniku liczy na pomoc Konserwatora Wojewódzkiego w "…tej pozornie nietrudnej sprawie, ale praktycznie w warunkach powiatu urastającej do pewnego problemu". Praktycznie w tej samej sprawie z początkiem lipca do PWRN w Opolu wysyła pismo Komisja Opieki Nad Zabytkami ZG PTTK w Warszawie, prosząc o rozwiązanie problemu remontu chrzelickiego zabytku. Powiatowe Prezydium stanęło na wysokości zadania i już 23 lutego 1967 roku do Nadleśnictwa Chrzelice wpłynęło zarządzenie wykonania robót budowlanych w zamku. Remont miał być przeprowadzony do 30.06.1967 roku, lecz nadleśniczy dr inż. Franciszek Wąs 17.03.1967 roku odwołał się od tej decyzji. Jednak po rozpatrzeniu odwołania 6.06.1967 roku PWRN - WBUA w Opolu utrzymał zaskarżoną decyzję przez Nadleśnictwo Chrzelice. Pomimo tych decyzji Nadleśnictwo Chrzelice uchylało się od wykonania jakichkolwiek prac w chrzelickim zamku. Kolejny rok trwały pisemne przepychanki, które na dobrą sprawę nic nowego nie wniosły w poprawę stanu niszczejącego zabytku. 5.03.1968 roku Ministerstwo Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego przesłało do OZLP w Opolu pismo dotyczące zbędnych do wykonania zadań planowych dotychczasowych użytkowników nieruchomości, z zaleceniem przekazania przedmiotowego zamku w Chrzelicach na rzecz Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej PPRN w Prudniku. Jednak Prezydium odmówiło z uwagi na to, że zamek nie nadaje się na cele należące do tego resortu. Wreszcie po kolejnym odwołaniu się Nadleśnictwa Chrzelice od decyzji władz wojewódzkich, powiatowych i gminnych sprawą zajęło się Ministerstwo Kultury w Warszawie, które 22.08.1968 roku zawiadomiło Nadleśnictwo o odrzuceniu jego odwołań. Tym samym utrzymało w mocy decyzje nakazujące remont zniszczonego obiektu, z zaznaczeniem, że jest to ostateczna decyzja. Znowu mija rok bez żadnych efektów w sprawie zamku, kiedy to 13.08.1969 roku ZOLP w Opolu wysyła za pośrednictwem PWRN w Opolu do Ministerstwa Kultury i Sztuki pismo w sprawie likwidacji zamku w Chrzelicach, w którego uzasadnieniu czytamy m.in.

"... że zamek pochodzi w prawdzie z XVII w. lecz pozbawiony jest wszelkich walorów godnych ochrony za wyjątkiem sklepień krzyżowych i kolebkowych, pozbawiony jakichkolwiek tradycji związanych z polskością, a raczej stanowi element naporu niemczyzny i jej wrastania w prastare ziemie polskie.

Od długiego okresu czasu obiekt stanowi zawilgoconą ruderę, która do niczego nie nadaje się, a w szczególności na cele mieszkaniowe. Obiekt uznany jako zabytek wymaga milionowych nakładów na remont i konserwację, nie przynosi on społeczeństwu absolutnie żadnych korzyści, zarówno materialnych, jak i kulturowych, samo oglądanie obiektu sprawia wrażenie zdecydowanie negatywne...
...zdaniem OZLP wspomniany obiekt powinien ulec likwidacji, a przez teren na którym znajduje się zamek, można by skierować szosę Opole-Prudnik, tym samym likwidując bardzo niebezpieczne zakręty, na których miały miejsce wypadki, łącznie z wypadkami śmiertelnymi."

Kilka dni później nadleśniczy dr inż. Franciszek Wąs zawiadamia pismem Prezydium WRN w Opolu, że nie przystąpił do remontu zamku z braku środków finansowych. Równocześnie zawiadamia, że OZLP w Opolu zwróciło się do Ministerstwa Kultury i Sztuki w Warszawie o przeznaczenie zamku do likwidacji. Wobec takiego postawieniem sprawy przez ZOLP w Opolu swoje uwagi i podsumowanie na ten temat przesyła do Ministerstwa Kultury i Sztuki Wojewódzki Konserwator w Opolu informując, że nie akceptuje zasadności rozbiórki zabytku, gdyż w planie WTB dla wsi Chrzelice uwzględniono jego wniosek przeprowadzenie nowej trasy przelotowej Opole-Prudnik bez konieczności naruszenia substancji zabytku i jego otoczenia. Reasumując - Wojewódzki Konserwator Zabytków pisma ZOLP w Opolu traktuje jako jedną z form uchylania się od odpowiedzialności za zniszczenie obiektu zabytkowego. Na koniec postuluje o porozumienie się na szczeblu zainteresowanych resortów w celu ratowania zabytku w Chrzelicach. Pomimo tak ważkich argumentów zawartych w pismach całej ówczesnej machiny biurokratycznej (nawet na szczeblach resortów) nadal nic się nie dzieje w sprawie ratowania chrzelickiego zamku. Pisma nadal krążą po instytucjach, i choć nie znamy wszystkich to ani ZOLP w Opolu, ani Nadleśnictwo w Chrzelicach nie wypełniało nic z zawartych tam zaleceń. W listopadzie 1971 roku swoje zaniepokojenie stanem zamku przejawiają mieszkańcy Chrzelic. W ich imieniu Podstawowa Organizacja Partyjna (POP) w Chrzelicach wysyła zapytanie do Wojewódzkiego Konserwatora o zamiary wobec obiektu. W piśmie tym oprócz informacji o niszczeniu obiektu, braku pomieszczeń dla organizacji młodzieżowych i walorach turystycznych znajduje się jeszcze ciekawa wzmianka o wykorzystaniu tego obiektu m.in.

"...na kącik etnograficzny lub muzealny. Ponadto wokół zamku istnieje realna możliwość założenia basenu kąpielowego (czego na tym terenie odczuwa się dotkliwy brak). Zaznacza się, że społeczeństwo wyraża chęć pomocy w tym przedsięwzięciu. Oferuje również pomoc w pracach "niefachowych".

Z początkiem marca 1972 roku rozpoczyna się kolejna wymiana pism pomiędzy ZOLP w Opolu a NZLP - Wydział Inwestycji w Warszawie. Pada w nich wiele pytań, ale jedno jest bardzo ważne - o możliwości finansowania remontu zamku ze strony Zarządu w Warszawie. Chodzi tu niebagatelną kwotę 6 milionów złotych. Jednak starania ZOLP w Opolu w tym kierunku nie odnoszą większego skutku, wobec powyższego 29.06.1972 roku wysyła kolejne pismo do PPRN w Prudniku, zawierające wniosek o przekazanie zamku w zarząd i użytkowanie przez tamtejszą Radę Narodową. OZLP jest zdania, że obiekt ten powinien znaleźć się pod opieką właściwej terenowo Rady Narodowej. Niespodziewanie pod koniec czerwca 1972 roku Z-ca Dyrektor OZLP w Opolu, inż. Bronisław Braczkowski, powiadamia Wojewódzkiego Konserwatora PWRN w Opolu, NZLP w Warszawie, PGRN w Łączniku, Architekta Powiatowego w Prudniku oraz Nadleśnictwo w Chrzelicach, że organizuje w lipcu spotkanie w sprawie rozważenia możliwości odremontowania zabytkowego zamku w Chrzelicach i ewentualnego jego wykorzystania. Mimo tak szybkiego terminu spotkanie odbyło się, a uczestniczył w nim Wojewódzki Konserwator w Opolu i Opiekun Społeczny Obiektu, inż. Józef Pawlik oraz 6 osób z ramienia Lasów Państwowych (z jednostek różnego szczebla).
Ze spotkania została sporządzona notatka, której istotne ustalenia pozwolę sobie przytoczyć.

...Z uwagi na niemożność wykorzystania dla celów gospodarczych, obiekt dla Nadleśnictwa jest zbędny, w związku z czym pełna odbudowa nie jest uzasadniona, jednak z uwagi na jego walory historyczne i zabytkowe - niezbędne jest przeprowadzenie w jak najszybszym czasie trwałego zabezpieczenia...

...Wojewódzki Konserwator Zabytków deklaruje udzielenie pomocy finansowej w wysokości 23 % ogólnych kosztów remontu...

...Do chwili rozpoczęcia remontu, należy doraźnie zabezpieczyć obiekt przez uporządkowanie wnętrza, zamknięcia otworów zewnętrznych, usunięcie krzewów i roślinności w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu i uporządkować otoczenie (rozbiórki 2-ch innych zniszczonych budynków gospodarczych), prześwietlenie parku wokół budynku...

Pomimo tak optymistycznych wniosków nadal nic nie działo się w tej kwestii, oprócz złożenia przez OZLP w sierpniu do PPKZ we Wrocławiu zlecenia wykonania dokumentacji projektowo-kosztorysowej na remont zabezpieczający zamku w Chrzelicach. Ta cisza "korespondencyjna" musiała zaniepokoić mieszkańców Chrzelic, gdyż pod koniec listopada POP w Chrzelicach skierował do Nadleśnictwa w Chrzelicach zapytanie o dalsze zamierzenia odnośnie obiektu. Oprócz zapytania podana też jest tam informacja, że obiekt nadal ulega dewastacji, okna zostały zniszczone a dach grozi zawaleniem. Nie wiemy, czy na to pytanie została udzielona odpowiedź, ale wiemy, że 18 grudnia 1972 roku OZLP w zamówieniu do PPKZ Wrocław unieważnia zlecenie wykonania dokumentacji zamku w Chrzelicach. Od tego momentu do jesieni 1973 roku nastała głucha cisza w temacie remontu zamku. Kolejne pismo z datą 12.09.1973 roku kieruje OZLP w Opolu do PWRN w Opolu. Schemat zawartych tam informacji nie odbiega od normy stosowanej przez Lasy Państwowe - właściwie to zmieniły się tylko szacowana cena remontu. Jak pamiętamy, w marcu 1972 roku wynosiła ona 6 milionów, obecnie jej wartość wg oceny OZPL cudownie została podwyższona do 12 milionów złotych ! Nie koniec na tym niespodzianek, gdyż OZPL w swoim piśmie stawia nowy końcowy wniosek i swoje stanowisko:

...możliwe jest również trwałe zabezpieczenie polegające na zabezpieczeniu całego zamku przed dalszym zniszczeniem i jego całkowite zamknięcie, do czasu późniejszego remontu kapitalnego. Koszt takiego zabezpieczenia trwałego wyniesie ok. 5 milionów złotych. Biorąc pod uwagę, duży koszt (remontu i zabezpieczenia) oraz to, że doprowadzenie zamku do stanu użyteczności nie daje żadnej pewności , że zamek znajdzie użytkownika, OZPL stoi na stanowisku, że należy ograniczyć się do sporządzenia inwentaryzacji konserwatorskiej i dokumentacji fotograficznej, pozostawiając zamek swojemu losowi.

Sądzę, że ta celowa taktyka OZLP w Opolu pisaniu pism o takiej treści, to po prostu kolejna próba uchylenia się od odpowiedzialności za zniszczenie obiektu, co sugerował już Wojewódzki Konserwator. Na kolejne takie wystąpienie OZLP w Opolu odpowiedź mogła być tylko jedna - negatywna! W uzasadnieniu PWRN w Opolu informuje: - że nie widzi żadnych podstaw do zwolnienia OZLP od ciążącego na nim obowiązku dbałości o obiekt gospodarczo zbędny, ale stanowiący wysoką wartość ogólnonarodową. Aktualny stan techniczny kwalifikuje obiekt do remontu - zatem nie istnieją przesłanki do świadomej rezygnacji z historycznie ważnej budowli. Ani liczne nakazy, ani składane wcześniej zobowiązania, ani powoływanie się na odpowiednie ustawy nie zmieniają faktu, że zabytkowy zamek w Chrzelicach nadal niszczeje w zatrważającym tempie.



Okres zmian

adszedł rok 1975 a na arenę boju o chrzelicki zabytek wszedł nowy uczestnik (niektórzy sądzili, że bardzo skuteczny) - PZPR. W lutym tegoż roku Komitet Powiatowy PZPR w Prudniku w swoim piśmie do Urzędu Wojewódzkiego pod adresem tej jednostki wysuwa wniosek o większe zainteresowanie przez konserwatora wojewódzkiego zamkiem w Chrzelicach i doprowadzenia w efekcie do jego wyremontowania. Kolejne pismo OZLP z Katowic przesłane w lipcu 1976 roku do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Opolu informuje, że zgodnie z Uchwałą OZLP rezygnuje z dofinansowania remontów obiektów zabytkowych w 1977 roku. Ponadto OZLP nie ma wykonawcy na wykonanie remontu. W marcu 1977 roku szalejąca nad Chrzelicami i okolicą potężna burza z wyładowaniami atmosferycznymi, spowodowała (jak i brak odpowiedniego zabezpieczenia zamku) zawalenie się części dachu i stropów w południowo-zachodnim skrzydle zamku. Powiadomiony o tym zdarzeniu Wojewódzki Konserwator Zabytków już 12 marca wystosował kolejne pismo do OZLP w Katowicach w którym wzywa do niezwłocznego zabezpieczenia środków i wykonawstwa na remont zabezpieczający całość obiektu. Jednocześnie powiadomiona została o tym Prokuratura Wojewódzka w Opolu. Po powiadomieniu prokuratury ponownie rozpoczęła się walka decyzyjno-nakazowa ze strony Urzędów Państwowych wobec Nadleśnictwa Chrzelice i OZLP w Katowicach, ze strony których odpowiedź nadeszła 4 kwietnia (szkoda tylko, że nie 1 kwietnia!) zawierająca prócz znanych nam już frazesów kilka nowych, ciekawych i budujących stwierdzeń, m.in.

...że zostało wydane już polecenie Nadleśnictwu Prószków niezwłocznego zabezpieczenia okien i drzwi wejściowych do zamku w Chrzelicach przed wchodzeniem osób postronnych. Informuje także, że Nadleśnictwo Prószków, które jest już w posiadaniu dokumentacji projektowo-kosztorysowej zabezpieczenia obiektu wykonanej przez PKZ w Wrocławiu, corocznie (od 1974 roku) otrzymuje środki na remont zabezpieczający. Niestety, do tej pory nie znaleziono wykonawcy który podjąłby się w/w remontu.

Jako potwierdzenie OZLP podaje tu przykład Grupy Remontowej Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Chrzelicach, która odmówiła przyjęcia remontu do wykonania. Dalej jako wyjaśnienie OZLP podaje:

...że sprawa remontu komplikuje się z uwagi na spękanie ścian nośnych. Wykonawcy obawiają się, że po rozebraniu zniszczonej i wymagającej wymiany konstrukcji dachowej (wiązarów) niektóre mury mogą ulec zawaleniu. W tej sytuacji OZLP zwraca się z prośbą do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o pomoc w tej spawie.

A więc teraz to już nie wina OZLP, a potencjalnych wykonawców. Znalezienie ich nie było jednak takie proste. Przez kolejne 12 lat dziesiątki pism w sprawie chrzelickiego zamku krążyło pomiędzy UW-Wojewódzkim Konserwatorem w Opolu, Okręgowym Zarządem Lasów Państwowych w Katowicach, Pracownią Zabytków we Wrocławiu, Nadleśnictwem Prószków, Urzędem Miasta i Gminy Biała, Radą Sołecką Wsi Chrzelice, KW PZPR w Opolu, Rejonową Prokuraturą w Prudniku, Ministerstwem Kultury i Sztuki w Warszawie, Generalnym Konserwatorem Zabytków w Warszawie oraz przedstawicielami kilkunastu firm o profilu budowlanym. W styczniu 1978 roku OZLP w Katowicach kieruje na piśmie dla Ośrodka Remontowo-Budowlanego w Opolu polecenie ujęcia w planie przerobu na ten rok remontu zabezpieczającego i przystąpienie do jego wykonania. Informuje o ty we wrześniu Wojewódzkiego Konserwatora prosząc ponownie o poczynienie starań w Komisji Rozdziału Robót PKZ we Wrocławiu do realizacji w roku 1979 przez PKZ, gdyż jak uzasadnia - co roku OZLP zabezpiecza środki na ten cel, lecz napotyka na trudności pozwalające je wykorzystać. Zleceniodawcą i płatnikiem miało być wtedy Nadleśnictwo Prószków, a wysokość przerobu została określona na 1 milion złotych. Jak się jednak okazało, pomimo zgłoszenia remontu zamku w Komisji RR PKZ we Wrocławiu, wniosek ten został oddalony z uwagi na brak mocy przerobowych dla woj. opolskiego. Analogiczna sytuacja powtórzyła się ponownie w latach 1978 i 1979. Wtedy zniecierpliwiony już powtarzającą się sytuacją Wojewódzki Konserwator z uwagi na kolejne odmowy przyjęcia przez PKZ w Wrocławiu remontu zamku w Chrzelicach informuje OZLP w Katowicach, że remont może wykonać każda inna jednostka o charakterze budowlanym. Jednak z uwagi na problemy techniczne, powinna się ograniczyć jedynie do wykonania płaskiego zadaszenia chroniącego przed zamakaniem obiektu. Jak już wspomniałem, nawet prokuratorzy z Prokuratury Wojewódzkiej w Opolu i Rejonowej z Prudnika włączyli się w batalie o zamek. Spowodowało to, że w marcu 1979 roku do Prokuratury Rejonowej w Prudniku wysyła pismo nadleśniczy z Chrzelic, dr inż. Franciszek Wąs z jednoczesnym powiadomieniem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Opolu. Informuje, że Nadleśnictwo dokonało zabezpieczenia okien i drzwi wejściowych przez ich zamurowanie, wysłało oferty wykonania remontu do siedmiu firm oraz zabezpieczyło kwotę 1 miliona złotych na wykonanie remontu zamku. Jednak odpowiedzi wszystkich firm o charakterze budowlanym zawiadamianych o zleceniu remontu zamku są negatywne. Jedne informują, że nie są w stanie wykonać zleconych robót ze względu na zamknięcie portfeli zleceń na rok 1979, inne, że w wyniku decyzji władz centralnych limit produkcji budowlano-sanitarnej na rok 1979 został obniżony, a pozostałe, że nie podołają wymogom zlecenia. Podobnie beznadziejnie wyglądała spawa remontu zamku w 1980 roku. Jednak w marcu w tej sprawie wpływa list na ręce Generalnego Konserwatora Zabytków w Warszawie, wiceministra Wiktora Zina. Wiceminister znany był wtedy przede wszystkim jako gospodarz cyklu telewizyjnego "Piórkiem i węglem". Pismo z zapytaniem o dalsze losy chrzelickiego zabytku wysłał mieszkaniec Łącznika, Władysław Kocur, który w latach 1970 - 1989 pełnił funkcję gminnego agronoma. Wielokrotnie pytał lokalne władze o zamierzenia odnośnie chrzelickiego zamku, jednak nie doczekał się żadnej odpowiedzi. Jego ostatnie pismo do ministerstwa spowodowało co prawda szybką pisemną interwencję wiceministra, jednak sprawa zamku nie posunęła się do przodu. Na marginesie chciałbym tylko dodać, że najwięcej pism z prośbą o wykonanie remontu zostało wysłanych przez OZLP do Pracowni Konserwacji Zabytków we Wrocławiu, jako jedynego poważnego i cenionego specjalisty w zakresie ochrony zabytków. Niezrozumiały jednak jest dziwny sposób unikania tematu przez PKZ i ciągłe przesuwanie terminów. Mały przełom w zabezpieczeniu zamku nastąpił w styczniu 1982 roku, kiedy to Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna Chrzelice podjęła się zleconego przez Nadleśnictwo Chrzelice wykonania ogrodzenia zamku oraz podstemplowania części murów. Pomimo kolejnych alarmujących ponagleń Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz kierowania kolejnych zleceń na remont zamku przez OZLP do PKZ we Wrocławiu, ze strony wrocławskiej pracowni nie ma żadnych pozytywnych odpowiedzi. Chyba, że zaliczyć do nich odpowiedź z dnia 7.10.1983 roku skierowaną do konserwatora i OZLP, że:

...w związku z otrzymanym zleceniem na roboty remontowo-budowlane w zamku w Chrzelicach, informujemy uprzejmie, że w najbliższych latach nie będziemy mieli możliwości przyjęcia do realizacji przedmiotowego zlecenia. Spowodowane to jest koniecznością koncentracji prac na obiektach obecnie kontynuowanych.

Wobec takiej postawy PKZ i dalszych nacisków Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Opolu, Nadleśnictwo Prószków ogłosiło w grudniu 1983 roku przetarg otwarty na wykonanie robót remontowo-budowlanych przy zabezpieczeniu zamku w Chrzelicach. Pomimo ogłoszenia przetargu w dwóch, poczytnych wtedy gazetach (Trybuna Opolska i Gazeta Robotnicza) zgłosił się tylko jeden wykonawca - RSP Chrzelice. Nie wiemy jak przebiegły dalsze prace w 1983 roku, gdyż już w kwietniu 1984 roku Prokurator Rejonowy w Prudniku kieruje do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Opolu zapytanie o aktualny stan remontu zabezpieczającego zamek w Chrzelicach. Chyba jednak sprawy nie ułożyły się po myśli OZLP, gdyż aż do początku 1986 roku wysyłane są doń pisma z zapytaniem o stan zabezpieczenia zamku, oraz ponaglenia do wykonania ustawowego obowiązku zabezpieczenia obiektu. Nie mając innego wyjścia, już w styczniu 1986 roku OZLP w Katowicach organizuje w Chrzelicach kolejną wizję lokalną. Zostali na nią zaproszeni przedstawicieli różnych instytucji: UW - Wydział Architektury, Urbanistyki i Nadzoru Budowlanego, Okręgowego Inspektoratu Pracy w Opolu, Urzędu Miasta i Gminy Biała oraz Nadleśnictwa Prószków. Na temat wniosków z tego spotkania nie zachowało się za dużo informacji, a kolejnym krokiem było pismo Wojewódzkiego Konserwatora do OZLP z informacją o adresach nowych wykonawców prac budowlanych przy zamku w Chrzelicach. Jedyną konsekwencją styczniowej wizji była kolejna, w lutym 1986. Z całej tej korespondencji wyłania się obraz działań zdecydowanie niekorzystnie wpływających na stan obiektu w Chrzelicach. Jakby ukoronowaniem tych działań była kolejna katastrofa budowlana na zamku pod koniec sierpnia 1987 roku, kiedy to runęła zewnętrzna ściana uszkodzonego już wcześniej jednego ze skrzydeł zamku. To tragiczne dla chrzelickiego zamku wydarzenie jeszcze bardziej utrudniło jakiekolwiek działania zabezpieczające zabytkowy obiekt. Znowu wiele pism, wizji lokalnych i bezradne rozkładanie rąk. I jak zwykle, żadnych winnych wobec których można by było wyciągnąć jakiekolwiek konsekwencje. Brak odzewu ze strony Nadleśnictwa i OZLP w Katowicach na monity UW - Wydziału Kultury i Sztuki spowodowały, że Wojewódzki Konserwator Zabytków, mgr Janusz Prusiewicz zwołał na dzień 14.04.1988 roku naradę roboczą w Nadleśnictwie Prószków. Miała być połączona z inspekcją zamku celem ustalenia zakresu i sposobu zabezpieczenia zabytku przed dalszym zniszczeniem, a mieli w niej wziąć udział przedstawiciele OZLP w Katowicach, PKZ we Wrocławiu, UW Wydział Kultury i Sztuki oraz Naczelnika Miasta i Gminy w Białej. Z nieznanych powodów narada została jednak odwołana. Dopiero pół roku później powrócono do tematu spotkania. Wtedy to Nadleśniczy dr inż. Lech Olczyk zwołał spotkanie na temat zamku w Chrzelicach na 25.11.1988 roku. Lakoniczna i niezbyt starannie sporządzona notatka z inspekcji informuje nas, że komisja w składzie: konserwator Janusz Prusiewicz, nadleśniczy Lech Olczyk, jego z-ca Bronisław Bąkowski, naczelnik Wydziału Budownictwa i Inwestycji OZLP Józef Dziura oraz inspektor Kontroli Technicznej OZLP Edward Sadowski, potwierdziła tylko to, co już od dawna było wiadome - zniszczenie i zaniedbanie zabytkowego obiektu. Na podstawie notatki OZLP zlecił dla PKZ Wrocław wykonanie opinii o stanie technicznym i wytyczne do dalszego postępowania. Opisuje tam także stwierdzone poważne szkody budowlane oraz informuje, że w takiej sytuacji nie widzi możliwości odbudowy zamku nawet w zakresie remontu zabezpieczającego. W ciągu dwóch tygodni nadeszła odpowiedź z P.P PKZ z Wrocławia na to zlecenie, nie była ona jednak satysfakcjonująca dla nikogo. Z-ca Dyrektora ds. ekonomicznych P.P PKZ napisał:

...pragnę przypomnieć, że dokumentacją na zabezpieczenie zamku zajmujemy się od 1959 roku (tu wyszczególnia daty wykonania 12 różnych dokumentacji w okresie lat 1959 - 1980). Wobec braku dotychczasowego działania zabezpieczającego pomimo posiadania przez inwestora dokumentacji, P.P. PKZ O/W-w odmawia dalszego uczestnictwa w pracach projektowych. W sytuacji katastrofalnej nie możemy narażać na niebezpieczeństwo naszych pracowników.

Tak stanowcza postawa wyspecjalizowanej placówki do ochrony i konserwacji zabytków odebrała ostatnią nadzieję na uratowanie chrzelickiego zabytku. W zasadzie na tym dramatycznym akcie kończy się nierówna walka o zabezpieczenie obiektu w Chrzelicach. Ostatnie pismo ze strony Wojewódzkiego Konserwatora do OZLP w Katowicach, zawierające prośbę o poinformowanie go o podjętych staraniach celem zabezpieczenia obiektu przed zniszczeniem zostało wysłane w czerwcu 1989 roku. Taki stan trwał do 2000 roku. Wtedy znowu coś "drgnęło" w sprawie chrzelickiego zamku: Nadleśnictwa Prószków przygotowało kolejny przetarg na szybką sprzedaż gruntów i znajdujących się na jego terenie zabytkowego parku i zamku, jednak dwa kolejne przetargi nie przyniosły pożądanych efektów. Park wraz z zamkiem został nadal w gestii Nadleśnictwa Prószków.



XXI wiek - nowa nadzieja

  okresie od sierpnia 2001 do stycznia 2002 roku w lokalnym czasopiśmie TYGODNIK PRUDNICKI ukazały się artykuły o historii Chrzelic i zamku, w których podano wiele nowych faktów historycznych. Te same informacje ukazały się w tym samym czasie na istniejącej już od ponad roku stronie internetowej Chrzelic, w dziale ZAMEK. W marcu 2002 roku w Roczniku ZIEMIA PRUDNICKA 2002 ukazał się pierwszy od okresu międzywojennego, obszerny artykuł o historii chrzelickiego zamku. Ta niespodziewana promocja starego zamku spowodowała nowe zainteresowanie tym obiektem, m.in. Komisji Historycznej Ziemi Prudnickiej w Niemczech, a później Burmistrza Arnolda Hindery z Urzędu Miasta Białej. Jesienią 2002 roku Peter Daniel z Tulpenweg w Niemczech, członek wspomnianej Komisji Historycznej Ziemi Prudnickiej, oraz były mieszkaniec Ogiernicza nawiązał kontakt z Erykiem Murlowskim, mieszkańcem Chrzelic. Wymienili między sobą materiały i informacje historycznych na temat Chrzelic, zamku i okolic. Zaplanowano wtedy wstępnie na maj 2003 roku wizytę komisji historycznej na ziemi prudnickiej, m.in. w Chrzelicach. I tak wg uzgodnień 13.05.2003 roku kilkudziesięcioosobowa grupa członków Komisji Historycznej z Niemiec zwiedzała chrzelicki park i ruiny zamku. W trakcie prelekcji i dyskusji padały liczne pytania. Trudno było się dopatrzyć się w resztkach ocalałych ścian dawnej świetności. Kilka osób nieświadomych historii zabytku pytało, czy zniszczenia te były skutkiem działań wojennych drugiej wojny światowej ? Na odpowiedź, że zamek jeszcze w latach 70-tych XX wieku był zamieszkany, twarze członków komisji wyrażały szczere zdziwienie i zaskoczenie. W trakcie zwiedzania cała grupa przeszła przez wiele komnat zamku oglądając w skupieniu zniszczenia dokonane nie tylko przez samą naturę. Bardzo pomocna okazała się stara ikonografia zamku dająca pewne wyobrażenie o dawnej świetności zamku. Przy okazji prelekcji i rozmów na zamku padło kilka propozycji pomocy w zabezpieczeniu chylących się ku całkowitemu upadkowi ruin zamku. Prym wśród pomysłodawców wiódł tutaj Jan Dolny z Hamburga, jeden z koordynatorów wyjazdu komisji do Polski oraz autor wielu artykułów w TP. Wtedy też podjęto pierwsze ustalenia dotyczące prób ratowania zabytku, ale hamował je, prócz braku pieniędzy jeszcze jeden czynnik - brak odpowiedzialnego właściciela obiektu, bo trudno w zaistniałej sytuacji zaliczać do niego Nadleśnictwo Prószków. Wtedy też pojawił się niesprecyzowany jeszcze pomysł stworzenia organizacji lub grupy osób chcących ratować zabytek, przyszły zalążek chrzelickiego stowarzyszenia. W podziękowaniu za zainteresowanie komisji Chrzelicami niemiecka grupa otrzymała prezenty w postaci ręcznie bitych monet przedstawiających widok chrzelickiego zamku z 1609 roku, starą pieczęć Chrzelic, jej odcisk w laku oraz widoki zamku w Mosznej, Kamieniu Śląskim wraz z herbami panujących tam rodów. Wszystkie zostały wykonane w pracowni Janusza Ćwiertni, członka ZPAP i PSzU w Opolu. 15 października skontaktował się ze mną przedstawiciel Burmistrza Białej, Podinspektor ds. Promocji Gminy i Integracji Europejskiej, który w jego imieniu chciał uzyskać jakiekolwiek wiadomości historyczne na temat zamku w Chrzelicach. Planowano bowiem pozyskać pewne środki zewnętrzne na częściowe odrestaurowanie zabytku i udostępnienie go dla zwiedzających. Pod koniec 2003 roku grupa mieszkańców Chrzelic przystąpiła do programu ODNOWA WSI, a z nadejściem nowego roku rozpoczęli proces zakładania nowego stowarzyszenia, które w marcu 2004 roku zarejestrowane zostało pod nazwą Stowarzyszenie ODNOWA WSI CHRZELICE, w ramach którego rozpoczęła działalność m.in. Komisja Historyczno-Dokumentacyjna. Jako jej przewodniczący wystosowałem 29.09.2004 roku do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Opolu pismo opisujące aktualny stan zamku wraz z zapytaniem o dalsze zamierzenia konserwatorskie odnośnie chrzelickiego zabytku. Spowodowało to nowe działania WUOZ w Opolu oraz doprowadziło do wizji lokalnej - kontroli stanu chrzelickiego zamku przez służby ochrony WUOZ z Opola, która odbyła się 5.11.2004 roku. Kontrolę przeprowadzili mgr Maciej Jeluków - Starszy Inspektor WUOZ i mgr Mariusz Szkudlarek - Referent Prawny WUOZ w Opolu w obecności: nadleśniczego dr Lecha Olczyka i specjalisty ds. budowlanych Ewy Grobaski - przedstawicieli Nadleśnictwa Prószków z ramienia zarządcy zamku, wiceprezesów Stowarzyszenia Odnowa Wsi Chrzelice - Eryka Murlowskiego i Janusza Siano oraz Kariny Grelich z Urzędu Miasta w Białej. Kilka dni później na temat wizji lokalnej i kontroli w Chrzelicach w Tygodniku Prudnickim ukazał się artykuł pt. "Koniec stagnacji". Tu trzeba wspomnieć o nieocenionej pomocy redaktora naczelnego TP Andrzeja Derenia w medialnej promocji chrzelickiego zamku. Miesiąc później w ślad za listopadową kontrolą została przeprowadzona kolejna, której celem było wskazanie zakresu prac dla nadleśnictwa, głównie dotyczące prawidłowego "prześwietlenia" drzewostanu parku otaczającego chrzelicki zamek. Oględziny przeprowadzili: Starszy Specjalista Bożena Szostak-Zatoka z WUOZ w Opolu i Karol Marek, inżynier nadzoru w Nadleśnictwie Prószków. Teraz wszyscy czekali z niedowierzaniem na realizację ustaleń obu kontroli, które były nową nadzieją dla chrzelickiego zabytku, gdyż nadleśniczy dr inż. Lech Olczyk zobowiązał się do końca 2005 roku oczyścić dziedziniec zamkowy, usunąć samosiejki w parku oraz zabezpieczyć jedną ze ścian. Większość mieszkańców Chrzelic zastanawiała się, czy te zapewnienia to tylko pusta obietnica dla zyskania na czasie i pozbycia się ciężaru, jakim niewątpliwie dla nadleśnictwa są ruiny zamku, czy też można liczyć na rzeczywiste działania tej instytucji, która jakby nie było, przez ostatnie kilkadziesiąt lat "zarządzała i opiekowała" się tą zabytkową budowlą. Oczekiwania na działania nadleśnictwa nie spowodowały "zasypiania gruszek w popiele". 26.01.2005 roku odbyło się robocze spotkanie w Urzędzie Miasta w Białej przedstawicieli Stowarzyszenia z Chrzelic i WUOZ z Opola z burmistrzem. Omówiono wtedy pierwsze możliwości przejęcia zamku przez samorząd i stowarzyszenie. Jeszcze w tym samym dniu w siedzibie WUOZ w Opolu odbyła się rozmowa na temat chrzelickiego parku. Sprawę chrzelickiego zamku poruszano w coraz szerszym gronie. 3.02.2005 roku odbyła się kolejna wizja lokalna zamku odnośnie jego obecnego stanu i możliwości ratowania zabytku. Obecny przedstawiciel Burmistrza Białej, dwaj inspektorzy WUOZ z Opola oraz dwaj wiceprezesi Stowarzyszenia z Chrzelic słuchali uważnie uwag dwóch zaproszonych specjalistów z Wrocławia - inż. Floriana Nadolskiego oraz dr inż. arch. Andrzeja Legendziewicza. Sytuacja zamku nie wyglądała wcale dobrze, ale wg ich oceny są szanse niedopuszczenia do większych zniszczeń zabytku. Oczywiście kwestia czasu i środków to już całkiem inny temat do rozważań. Niemniej w WUOZ rozważano już przekazanie pewnych funduszy na podstawowe badania inwentaryzacyjne zamku. Niestety z końcem lutego okazało się, że budżet został obcięty i na zamek znowu nic nie zostało. W miesiącu lutym i marcu 2005 roku odbyło się jeszcze kilkanaście spotkań w WUOZ w Opolu, a z początkiem kwietnia nowo mianowany Społeczny Opiekun Zabytków Ziemi Prudnickiej Eryk Murlowski przekazał konserwatorowi kolejne pismo, dotyczące katastrofy budowlanej na zamku. Zawaliły się stropy dwóch pomieszczeń, a powodem byli złomiarze, którzy nie bacząc na ryzyko, wykuwali ze ścian stare żeliwne rury pionów kanalizacyjnych. W międzyczasie ukazał się piękny przewodnik po zamkach Euroregionu Pradziad. Znalazła się w nim także informacja o chrzelickim zamku wraz ze zdjęciami, dzięki wydatnej pomocy redaktora Andrzeja Derenia. Wczesnym rankiem 5.04.2005 roku chrzelicki park jak dotąd cichy i uśpiony rozbrzmiał warkotem maszyn i głosami ludzi, kiedy to pracownicy nadleśnictwa rozpoczęli wykonywanie prac, do których się zobowiązali. 15 kwietnia odbyła się kolejna rozszerzona wizja lokalna zamku, parku i Chrzelic z udziałem opolskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków mgr inż. arch. Macieja Mazurka wraz z inspektorami wydziału zabytków. Po zakątkach miejscowości oprowadzał ich Eryk Murlowski, wiceprezes Stowarzyszenia i Przewodniczący Komisji Historycznej, który przedstawił im ogólny zarys założenia kulturalno-gospodarczego na lata 2005-2010, z uwzględnieniem walorów historycznych wsi. Wojewódzki Konserwator stwierdził wtedy, że mało jest miejscowości takich jak Chrzelice, i warto jej pomóc wszelkimi możliwymi środkami odtworzyć i zachować jej historyczny stan. Dodał, że wiele zależy nie tylko od organizacji w niej działających, ale i od samych mieszkańców. Przewodniczący Komisji Historycznej 27 kwietnia zainicjował następne spotkanie z opolskim konserwatorem w jego biurze WUOZ w Opolu, w której wziął udział Burmistrz Białej Arnold Hindera. W trakcie rozmów został w pełni zaakceptowany przez burmistrza temat przejęcia chrzelickiego zamku przez samorząd gminny. Oczywiście nieodzowne do tego było wyrażenie deklaracji pomocy finansowej i wsparcia merytorycznego przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. To spotkanie było w zasadzie konsekwencją pisma wysłanego przez nadleśniczego dr inż. Lecha Olczyka do Wojewódzkiego Konserwatora. Deklaruje on na piśmie pomoc w tym zakresie. Czytamy tam:

"...przedstawiony przez Państwa program zagospodarowania terenu zamku Chrzelice spotkał się z pełnym uznaniem Nadleśnictwa Prószków. Wynika to zarówno z chęci wykorzystania Zamku Chrzelice na potrzeby społeczności lokalnej jak również dążenia do ocalenia dziedzictwa na rzecz przyszłych pokoleń...".

Tu trzeba dodać, że Nadleśnictwo Prószków należycie wywiązywało się z ustaleń dotyczących oczyszczenia parku i dziedzińca zamkowego. Kolejnym poważnym krokiem na drodze ratowania chrzelickiego zabytku było wykonanie inwentaryzacji zamku, na którą Wojewódzki Konserwator przeznaczył w listopadzie 2005 roku pewne środki finansowe. Na tej podstawie została opracowana dokumentacja zabezpieczenia technicznego zamku. Ta dokumentacja miała z kolei pozwolić samorządowi gminnemu, jak i Stowarzyszeniu na podejmowanie prawnych kroków w szukaniu środków na ratowanie zabytku, np. projekty Ministerstwa Kultury i Sztuki czy też programy Unijne. Zamiarem stowarzyszenia było zagospodarowanie i udostępnienie ruin, rewitalizacja parku oraz organizacja imprez kulturalnych na dziedzińcu zamkowym i w parku. Jednak proponowane ustalenia pomiędzy Zarządem Stowarzyszenia, Burmistrzem Urzędu Miasta w Białej, Nadleśniczym Nadleśnictwa Prószków oraz Wojewódzkim Konserwatorem w Opolu mogły zostać zrealizowane dopiero po rozstrzygnięciu przetargu ogłoszonego w maju przez Nadleśnictwo Prószków. Jednak 26 lipca 2006 roku przeprowadzony II przetarg na sprzedaż chrzelickiego zamku przez Nadleśnictwo wyłonił niespodziewanie nowego właściciela. Został nim prywatny inwestor z Opola, Waldemar Katowicz, który kupił obiekt wraz z prawie pięciohektarowym parkiem za dwanaście tysięcy złotych. Tak niespodziewany obrót sprawy nastąpił z powodu formalnego zaniedbania Gminy Biała, która nie zdążyła wpłacić wadium upoważniającego do wzięcia udziału w przetargu, co przekreśliło plany ratowania zabytku przez Stowarzyszenie Odnowa Wsi Chrzelice. Nowy właściciel, który wstępnie zadeklarował współpracę ze stowarzyszeniem, planuje zabezpieczyć ruiny, a docelowo urządzić obok ruin zamku mały pensjonat z noclegami i gastronomią. Jednak na razie wszystko to jest jeszcze w sferze planów. Miejmy jednak nadzieję, że nowy inwestor zrealizuje je, co pozwoli przywrócić społeczeństwu zrujnowany zabytek, gdyż jest to ostatnia możliwość ratunku zamku stanowiącego zagrożenie bezpieczeństwa.

Eryk Murlowski



fragment monografii o Chrzelicach - "Chrzelice 1306-2006"





KONTAKT Z NAMI






Copyright©2010 by E.Murlowski & R.Bober
All Rights Reserved. Unauthorized duplication is a violation of applicable laws.